Ślady, których nie zatarł czas… – w piątą rocznicę śmierci Pani Profesor Reginy Chłopickiej (1934–2021)

Są ludzie, których – choć odeszli – nosimy głęboko w sercu, w pamięci osobistej. Są też i tacy, którzy trafiają także do zbiorowej pamięci określonej wspólnoty, pozostawiając po sobie szczególne ślady – trudne do nazwania, a przecież odczuwalne niemal każdego dnia: w sposobie, w jaki myślimy, rozmawiamy, uczymy, patrzymy na innych; w wartościach, którym staramy się pozostać wierni; w drobnych gestach, których znaczenie rozumiemy dopiero z perspektywy czasu.
25 października mija pięć lat od śmierci Profesor Reginy Chłopickiej. Naszej Reginy…
Wspaniałej postaci, jednej z najwybitniejszych znawczyń twórczości Krzysztofa Pendereckiego, znakomitej interpretatorki muzyki współczesnej, wielkiego pedagoga. Ale przede wszystkim Człowieka — niezwykłej mądrości, szlachetności i dobroci.
Dla mnie Regina była Mistrzynią. To pod Jej kierunkiem stawiałam pierwsze kroki w samodzielnej pracy naukowej, ucząc się nie tylko analizować muzykę, lecz przede wszystkim zadawać jej pytania. Szukać znaczeń, dostrzegać konteksty, rozumieć dzieło jako świadectwo ludzkiego doświadczenia. Uczyła nas myślenia niezależnego, odwagi interpretacyjnej, intelektualnej uczciwości. Nie podsuwała gotowych odpowiedzi — znacznie bardziej interesowało Ją, czy potrafimy odnaleźć własne.
A jednak, gdy dzisiaj myślę o tym, czego nauczyłam się od Niej najwięcej, nie przychodzą mi do głowy ani konkretne dzieła, ani metody badawcze, ani nawet najważniejsze naukowe rozmowy. Myślę o Jej postawie wobec drugiego człowieka.
Regina miała niezwykły dar dostrzegania ludzi. Nie stanowisk, tytułów, osiągnięć, lecz właśnie ludzi — z ich radościami, niepewnością, ambicjami, troskami. Potrafiła z jednakową serdecznością rozmawiać z wybitnym kompozytorem, młodym studentem i pracownikiem administracji. Interesowała się naszym życiem, pamiętała o naszych bliskich, cieszyła się z sukcesów, dodawała otuchy w chwilach zwątpienia. Jej słynne „siadaj i opowiadaj…” było czymś więcej niż zaproszeniem do rozmowy. Było zapewnieniem, że jesteśmy dla Niej ważni.
Pamiętam Jej uśmiech, charakterystyczną sylwetkę, arystokratyczną klasę. Pamiętam salę 410, Jej miejsce przy komputerze, długie rozmowy, spotkania, wspólne chwile. Pamiętam także drobne gesty troski, których nie sposób zapomnieć — kawałek czekolady w chwili zmęczenia, życzliwe pytanie, słowo wypowiedziane dokładnie wtedy, kiedy było najbardziej potrzebne.
Regina potrafiła uczynić z codziennej życzliwości prawdziwą sztukę życia.
I może właśnie dlatego tak bardzo Ją kochaliśmy.
Dzisiaj, jako dziekan Wydziału Twórczości, Interpretacji i Edukacji Muzycznej, mam szczególną świadomość tego, jak wielkie dziedzictwo nam pozostawiła. Nie tylko naukowe — choć Jej dorobek, zwłaszcza badania nad muzyką Krzysztofa Pendereckiego, na trwałe wpisały się w historię polskiej teorii muzyki. Nie tylko pedagogiczne — choć wychowała całe pokolenia muzyków i badaczy. Pozostawiła nam przede wszystkim pewien wzór akademickiej wspólnoty.
Wspólnoty opartej na wzajemnym szacunku, odpowiedzialności, otwartości i serdeczności. Takiej, w której wymagania nie wykluczają życzliwości, autorytet nie potrzebuje dystansu, a wiedza i mądrość pozostają w służbie człowieka. Regina nie musiała o tych wartościach mówić. Ona po prostu nimi żyła.
Kiedy w 2024 roku ukazała się książka Regina Chłopicka. Między tradycją a współczesnością, pragnęliśmy w niej ocalić coś z Jej niezwykłej osobowości. Powstała opowieść wielogłosowa — złożona ze wspomnień rodziny, przyjaciół, uczniów, współpracowników, z tekstów naukowych, fotografii, dokumentów i muzycznych dedykacji. Każdy z autorów zapamiętał nieco inną Reginę, a przecież wszystkie te obrazy złożyły się na jeden, niezwykle spójny portret. Portret kobiety wielkiego umysłu i jeszcze większego serca.
Nazwałam Ją wówczas Reginą Lwie Serce.
Dzisiaj, po pięciu latach, określenie to wydaje mi się jeszcze trafniejsze. Bo potrzeba było prawdziwie hartu ducha, aby z taką odwagą mierzyć się z przeciwnościami losu, z taką pogodą i uśmiechem przyjmować codzienność i z tak niezwykłą hojnością obdarzać innych sobą.
Czas płynie. Na naszej Akademii pojawiają się kolejne roczniki studentów, zmieniają się programy, powstają nowe projekty, rodzą się idee. Nie wszyscy mieli szczęście poznać Reginę Chłopicką osobiście. Wierzę jednak, że także ci, którzy nigdy nie usłyszeli Jej głosu, ani nie uczestniczyli w Jej zajęciach, mogą spotkać Ją pośrednio — w postawach swoich nauczycieli, w sposobie prowadzenia rozmów o muzyce, w atmosferze, którą wspólnie staramy się tworzyć.
Bo na tym chyba polega najpiękniejsza forma nieśmiertelności nauczyciela: trwać w swoich uczniach, a poprzez nich — w kolejnych pokoleniach.
W jednym ze swoich ostatnich listów do studentów Regina życzyła im „radości życia i uśmiechu, nawet w trudnych sytuacjach”. Pozostała wierna tej zasadzie do końca. I pozostawiła nam ją jako zobowiązanie.
Kochana Regino, pięć lat temu napisałam, że trudno będzie wejść do naszej sali 410 i nie zobaczyć Cię na Twoim miejscu. Dzisiaj wiem, że miałaś rację, kiedy z uśmiechem powtarzałaś, że trzeba patrzeć przed siebie, zachować nadzieję i cieszyć się życiem.
Staramy się. Naprawdę.
Dziękujemy Ci, Regino. Za wiedzę, za mądrość, za dobro. Za to, że byłaś. I za to, że w tak wielu z nas nadal jesteś.
Agnieszka Draus
Dziekan Wydziału Twórczości, Interpretacji i Edukacji Muzycznej
Akademii Muzycznej im. Krzysztofa Pendereckiego w Krakowie






